![]() ![]() |
Open’er – lawirując między komercją a alternatywą
Open’er był pierwszą tego typu imprezą w Polsce, o takim zasięgu i takim rozmachu. Dzięki AlterArtowi do Polski przybywały i przybywają nadal po raz pierwszy największe gwiazdy światowej muzyki (po czym nierzadko wracają do kraju nad Wisłą regularnie, jak choćby Placebo). Podziwiając line-up imprez sprzed kilku lat, kiedy to impreza trwała ledwie 2 dni można było popaść w zachwyt, co zaś kiedy festiwal trwa 4 dni i to na wielu scenach. Jednak to, co kiedyś powodowało automatyczne zbieranie szczęki z podłogi obecnie już tak nie zachwyca. Kiedy Open’er startował na początku mijającej dekady dawał on możliwość ujrzenia zespołów szeroko rozumianej muzyki alternatywnej, lecz i już znanej (The White Stripes, Massive Attack, Fatboy Slim i wielu innych). Na ich koncerty chodzili nie tylko zagorzali fani, lecz i ludzie, którzy zwyczajnie mieli ochotę na wrażenia muzyczne dla Polski wówczas niedostępne. To Open’er w dużej mierze przyczynił się do rozwoju branży koncertowej w Polsce. W zagranicznym środowisku muzycznym zaczęły krążyć głosy o tym, że w Polsce da się zagrać świetne koncerty dla fenomenalnej publiczności. Wieść ta niosła się przez świat coraz szybciej i coraz więcej zagranicznych gwiazd zjeżdżało do naszego kraju. Były to wówczas jak na polskie warunki zespoły mocno alternatywne, mimo, że jak najbardziej komercyjne. Rozwinął się Open’er, doskonałych koncertów w Polsce mamy w przeciągu każdego miesiąca wiele, zatem i gust przeciętnego Open’erowicza uległ zmianom. Obecnie AlterArt ściąga na Babie Doły coraz więcej coraz większych gwiazd, uzupełniając line-up zespołami mniejszymi. I to właśnie te miej znane zespoły stanowią magnes dla publiki. Zawsze znajdzie się spore grono nastolatek piszczących do ‘Sex on fire’ czy innych komercyjnych hiciorów, ale to co było kiedyś dla nas alternatywne obecnie jest zwyczajne. Dlatego szukamy zespołów coraz bardziej niszowych, to one są dla nas kluczowym punktem programu. I chwała Mikołajowi Ziółkowskiemu, że takich zespołów poszukuje i je zaprasza. Świetnie, że nie rezygnuje także z zespołów tak już skomercjalizowanych, gdyż często i one dają świetny koncert (trzymając się Kings of Leon, był to i wielki magnes dla publiki i zwyczajnie dobry i długi jak na festiwal koncert). Tutaj dochodzimy do punktu, w którym musimy znaleźć odpowiedź na to, czy Open’er jest coraz bardziej komercyjny. Odpowiedź jest prosta – tak. AlterArt zaprasza coraz więcej zespołów z pierwszych stron gazet (mimo, że tych zagranicznych), które w Polsce wylansowane są w mniejszym lub większym stopniu. Ale to wszystko ma sens, gdyż AlterArt nie jest organizacją non-profit i organizacja festiwalu musi im się zwyczajnie opłacać i przynosić zyski. I oczywistym jest, że na takie Kings of Leon przyjdzie więcej osób niż, dajmy na to, na koncert Deerhuntera. A zatem i zysk będzie większy. Jednak obecnie rozmach festiwalu (4 dni, wiele scen) umożliwia obok takich gwiazd zapraszać także i te mniejsze zespoły, kontynuując tym samym misję wprowadzania nowej jakości do polskiej sceny koncertowej. Udaje się to z powodzeniem. Po koncercie w 2008 roku zespół Editors odwiedził Polskę już trzykrotnie, a kolejne dwa koncerty zapowiedziane są na najbliższy czas. Można zrozumieć głosy malkontentów, którzy rezygnują z udziału w Open’erze. Każdy ma swoje zdanie na temat festiwalu i każdy ma własne argumenty. Argument o coraz większej komercjalizacji imprezy jest prawdziwy, jednak nie oznacza on natychmiastowego spadku jakości Open’era. Maciej Trojanowicz |